Najlepsza pogoda do nauki


Witajcie!


Ten tekst bardzo chciałam napisać już w czerwcu, ale z powodu sesji zupełnie nie umiałam ubrać moich myśli w słowa. Później nastały wakacje, a w tym czasie bardzo nie chciałam poruszać tematu nauki. Nie dlatego, że w okresie wakacji nauka jest czymś, o czym ludzie nie chcą czytać, lecz dlatego, że sama szanuję wakacje i staram się nie przepełniać ich myślami na temat studiowania i wkuwania.

Ale teraz, gdy gorące letnie miesiące już się skończyły, chęć stworzenia tego tekstu wróciła. I wiecie co… chyba nie przestanie mi chodzić po głowie tak długo, jak jej nie zrealizuję. Dlatego nie czekam już dłużej. Siadam i piszę.

Jaka jest najlepsza pogoda do nauki?


źródło: https://pixabay.com

Kadry miesiąca - wrzesień 2018

Witajcie kochani!


Dzisiejszy dzień mogłabym określić dniem „P”, bo to Piękny Październikowy Poniedziałek. Ale „P” to też pierwsza litera słowa „początek”, a o Początku, końcu i Podsumowaniu będę dziś pisać. Chyba jednak przegięłam z tą ilością pe.

Początek października to powrót na studia i rozpoczęcie nowego roku akademickiego. To już czwarty raz, kiedy staję przed drzwiami mojej uczelni i zastanawiam się nad tym, co przydarzy mi się przez najbliższe dziesięć, a może dwanaście miesięcy. Tym razem wracam nieco spokojniejsza i nastawiona bardziej pozytywnie, a wszystko za sprawą zdania w zeszłym roku egzaminu z - prawdopodobnie - najbardziej legendarnego przedmiotu na tych studiach. Wiem, że nadal będzie ciężko, ale mam w sobie naprawdę dużo motywacji i na pewno się nie poddam. A to wszystko także dzięki naprawdę aktywnym – jak na mnie – wakacjom.

Do tematu studiów prawdopodobnie wkrótce powrócę, ale dziś jeszcze chciałabym zatrzymać się na moment na poprzednim miesiącu. Zapraszam Was na krótkie podsumowanie września!



Nie mogłabym zacząć od czegoś innego, niż te cudowne wrzosy i wrzośce. Te kwiaty zdecydowanie kojarzą mi się z tegorocznym wrześniem. Pogoda była - jak to zazwyczaj - bardzo różna, ale wrzosy niezmiennie piękne.

Z potrzeby piękna

Cześć! 


Wszyscy lubimy otaczać się rzeczami. Tak już mamy. Ale czasami tak bardzo zatracamy się w tym otaczaniu, że zapominamy o jakości rzeczy, które mamy wokół. Zapominamy też o jakości naszego życia. Coraz więcej osób zwraca uwagę na „slow life”. Modny stał się minimalizm. Duże znaczenie ma także otaczanie się pięknem. To ostatnie jest szczególnie bliskie kobietom, choć nie tylko one robią wiele z potrzeby piękna.


Z potrzeby piękna zaczęłam chodzić w spódnicach.

Może to dziwne, przecież spodnie potrafią być naprawdę piękne i wygodne. Ale coś mnie w spódnicach przekonało. Może to fakt, że te rozkloszowane tak ładnie potrafią falować przy powiewach wiatru. A może to dlatego, że przepięknie się układają. Sukienki nosiłam wiele razy, ale głównie na większe okazje, nie na co dzień. A spódnic raczej unikałam, aż poznałam pewien wspaniały projekt i dołączyłam do „spódnicowej grupy” założonej przez Klaudię Halz, autorkę projektu #365dniwspódnicy. Teraz nadal zdarza mi się nosić spodnie, ale w spódnicach i sukienkach czuję się zdecydowanie bardziej kobieco. I chcę przełamywać swoje własne bariery – stąd tak duża radość przy spełnieniu marzenia w jeździe na rowerze w spódnicy (zdjęcie możecie zobaczyć w tym wpisie).

Mierz wysoko

Witajcie kochani!


W ostatnim czasie w moim życiu następuje wiele zmian. Od maja zaczęłam ubierać się głównie w spódnice i sukienki, wakacje spędzam aktywnie i maksymalnie wykorzystując czas i okazje do wyjazdów,  w sierpniu byłam na wspaniałym koncercie.  W ostatnim tygodniu udało mi się osiągnąć coś, o czym jeszcze miesiąc temu nawet nie marzyłam. Ale o tym napiszę Wam nieco później.

Podnoszenie poprzeczki

Znam to w zasadzie od zawsze. Już w dzieciństwie starałam się stawiać sobie duże wymagania. Rodzice nauczyli mnie obowiązkowości i wspierali, gdy brałam udział w konkursach i walczyłam o wysokie oceny. Początkowo dzięki ich zaangażowaniu, później już głównie z powodu przyzwyczajeń dużo czasu poświęcałam na naukę, ale to właśnie w tej dziedzinie miałam najwyżej postawioną poprzeczkę. Jak się okazało – do czasu.


Nie mówię, że zawsze było kolorowo

Marzenia to jedno, ale wysoko postawiona poprzeczka to już coś zupełnie innego. Nierzadko umieszczałam ją zbyt wysoko, przez co nawet drobne niepowodzenia doprowadzały mnie do smutku i wybuchów złości. Później pojawił się perfekcjonizm, który hamował mnie przed konkretnymi działaniami. Musiało być idealnie albo wcale. Zaczęłam z tym walczyć dopiero kilka lat temu, choć ten proces nadal trwa i bywają dni, kiedy przegrywam.

Bo co ładnego może być w Radomiu? Fotorelacja: Radom, Iłża

Witajcie!


Wiem, że wiele osób zaczyna dziś nowy rok szkolny. Przyszedł też wrzesień, ale nie mam zamiaru poddawać się jesiennej chandrze, zacząć pisać o złej pogodzie i - póki co - nadal nie będę pisać o powrocie do szkoły. Ja wciąż na przekór, może dlatego, że na studiach nauka rozpoczyna się później, może to kwestia mojego charakteru, chciałabym pozostać przy wakacyjnych klimatach. 
 
W poprzedni poniedziałek na blogu pojawiła się fotorelacja z moich wakacji na Krecie. Zdjęcia zgarnęły od Was mnóstwo pozytywnych komentarzy, za co ogromnie Wam dziękuję! Jeśli jeszcze nie widzieliście tamtego wpisu - koniecznie zajrzyjcie!☺️Dziś jednak chciałabym pokazać Wam miejsce znacznie bliższe, bo nasze polskie. Jak już mogliście zobaczyć w tytule, mam oczywiście na myśli Radom i Iłżę. 


W Radomiu byłam naprawdę wiele razy, choć tylko jeden raz pamiętam wyjazd faktycznie DO RADOMIA. Pozostałe były de facto przejazdami: do Warszawy, z Warszawy do domu, nad morze, wszędzie, byle nie faktycznie do Radomia. Jak zatem łatwo się domyślić - miasto było mi zupełnie obce. Tym razem celem mojej podróży była Iłża, nie sam Radom, ale wraz z moimi wspaniałymi koleżankami postanowiłam spędzić kilka godzin w tym mieście. 

Przed samym wyjazdem usłyszałam pytanie, które jeszcze bardziej zmotywowało mnie do działania. "Ale co ładnego może być w Radomiu?" Uznałam to za drobne wyzwanie. Postanowiłam pojechać, poszukać, a dzisiaj Wam to pokazać! A jeśli podróż zakończyłaby się niepowodzeniem... cóż, w dobrym towarzystwie na pewno bym się nie nudziła.

Fotorelacja: Kreta, Knossos, Heraklion

Cześć!


Tak, wiem, że wakacje dobiegają końca i wszyscy uczniowie - chcąc lub nie - zaczynają myśleć o szkole, studenci o zbliżających się poprawkach lub ostatnim miesiącu wolnego. Wszyscy zaczynają powoli przygotowywać się do jesieni, choć ona sama jeszcze nie przyszła. Mimo tego, a może wręcz powinnam napisać: "z tego powodu" chciałabym dziś wrzucić wpis niezwiązany ani ze szkołą, ani tym bardziej z nadchodzącą powoli jesienią. 

Już od jakiegoś czasu myślę o tym, aby pokazać Wam trochę wakacyjnych zdjęć z miejsca, które odwiedziłam niespełna miesiąc temu. Główną przeszkodą było - uwaga uwaga - lenistwo, które powstrzymywało mnie przed wybraniem tych najciekawszych - moim zdaniem - fotografii. Ale skoro już się udało - zapraszam Was na (foto)relację ze słonecznej Krety. 

CBC atakuje! Czy Ty też cierpisz z jego powodu?

Myślę, że też to znasz. Zaczyna się weekend i planujesz już listę spraw, które musisz załatwić, kilka(naście) rzeczy, które należy zrobić i - w końcu to weekend - parę chwil, w których odpoczniesz, biernie lub aktywnie, ale odpoczniesz. A później wszystko trafia szlag. Bo znowu wypada coś niespodziewanego, bo złapało Cię osłabienie, bo te wszystkie obowiązki zajmują jednak zbyt wiele czasu. A jeszcze bardziej sprawa się rozkręca - choć właśnie wcale się nie kręci - gdy przychodzą wakacje i wolne dni. Znalazłam winnego i jest nim właśnie CBC. 

Pamiętaj: możesz wszystko!

Witajcie moi cudowni!


Tak dawno mnie tu nie było, zarówno w nowych wpisach, jak i po prostu na blogu, że już prawie zapomniałam jak to się robiło… Jakie to uczucie do Was znowu pisać? Pierwsze dwa zdania były dziwne, teraz już znowu jest dobrze. Bardzo dobrze.

źródło: pixabay.com

Przez ten czas działo się bardzo wiele, ale jednocześnie tak naprawdę bardzo niewiele, jak na tyle tygodni. Zdecydowaną większość czasu zajmowały mi studia, w których raz układało się lepiej, raz gorzej. Niestety okres przedsesyjny i sama sesja to dla mnie zawsze długa droga pod górę. Musiałam zebrać wszystkie siły, dodatkowe wsparcie, zaopatrzyć się w cierpliwość i odrzucić wszystko, co utrudniało wspinaczkę, ale ostatecznie udało się dotrzeć na szczyt. I wiecie co… tu jest naprawdę pięknie!

Po co Wam to wszystko piszę?


Długi czas zastanawiałam się, o czym powinnam pisać po tak długiej nieobecności. W końcu postanowiłam, że po prostu siądę i zacznę stukać w klawiaturę, opowiem Wam o tym, co leży mi na sercu i będzie – mam nadzieję – dobrze. Bo od tego jest ten blog, żebym dzieliła się z Wami kawałeczkami mojego serca. Spokojnie, jest duże, szybko się nie skończy ☺️ .

Fotorelacja: Pieniny - majówka 2018

Czeeeść! ☺️


Dzisiaj witam Was z ogromnym uśmiechem na twarzy (nie żebym wchodziła na tego bloga smutna, po prostu dzisiaj uśmiecham się wyjątkowo dużo). Wszystko dlatego, że przeglądałam zdjęcia sprzed trzech tygodni. Kalendarz nie kłamie - maj zbliża się ku końcowi, a ja nadal nie wrzuciłam fotorelacji z majówkowego wyjazdu. I to nie byle jakiej fotorelacji, gdyż oczywiście chodzi o wyjazd w góry!




Wyjazdy w góry są w mojej rodzinie zawsze związane z dużą ilością chodzenia, choć w tym roku urozmaiciliśmy majówkę o jazdę na rowerze, bieganie i (s)pływanie. Dunajcem oczywiście. 

Początkowo na długi weekend zapowiadane były deszcze, ale - na szczęście - prognozy zupełnie się nie sprawdziły. Pogoda była cudowna, wręcz idealna. Słońce tak mocno grzało, że zupełnie zapomniałam o nie tak dawnych zimnych tygodniach. Poza tym góry to dla mnie okazja do obcowania z przyrodą, której człowiek jeszcze tak bardzo nie zniszczył, możliwość wyciszenia się na jakiś czas i rozmyślania. No i przede wszystkim wspaniałe widoki. 

Ale - aby już nie przedłużać, bo zdjęć i tak będzie sporo - zapraszam Was z całego serca na fotorelację!

Maj - odżywam


Witajcie kochani! 


Maj jest dla mnie – chyba już tak naprawdę na zawsze, co roku - miesiącem przełomowym. I wcale powodem nie jest zmiana jednej cyferki w rubryce „wiek”, a raczej to, jak cała przyroda, otoczenie i ludzie rozkwitają. W maju znacznie odżywam, czasami już od samego początku miesiąca, częściej dopiero po kilku dniach, choć zdarzały się takie lata, że zmianę zauważyłam dopiero pod koniec maja. Ostatecznie dosyć duża zmiana zawsze się pojawia i jest ona - moim zdaniem - jak najbardziej uzasadniona, choć nie wiem tak naprawdę, który z powodów jest w tym wypadku kluczowy. 


Może cała wyjątkowość maja polega na tym, że on zawsze rozpoczyna się majówką. Może to ta możliwość naładowania akumulatorów na kolejny miesiąc, częściej pojawiające się ciepłe dni (w tym roku szczególnie nie możemy narzekać na brak słońca) i więcej chwil na beztroski odpoczynek. A być może właśnie przeciwnie, maj okazuje się być miesiącem pełnym wyzwań, na uczelniach i w szkole przypomina o sobie mnóstwem nauki, kolokwiami i licznymi zaliczeniami, a w pracy pojawia się walka z lenistwem, gdy widzimy ten ciepły dzień za oknem, a sami musimy siedzieć w środku nad kolejnym projektem i coraz to nowszymi sprawami do załatwienia. Znacie to uczucie, prawda? I właśnie tym wyzwaniom musimy sprostać. 

Szczęśliwa


Witajcie!!!

Ludzie ostatnio patrzą na mnie jak na dziwaka, a ja jestem po prostu (dobra, to wcale nie jest takie "po prostu") nieziemsko szczęśliwa. Nie wiem tak naprawdę, co jest skutkiem, a co przyczyną. Te dwa doświadczenia pojawiły się w moim życiu niemalże równocześnie. Nie jestem w stanie powiedzieć Wam wprost, dlaczego ostatnio tak wszyscy się dziwią, gdy ze mną rozmawiają, choć zapewne część powodów znajdziecie w poniższym tekście. Dzisiaj jednak bardzo bym chciała pokazać Wam szczyptę mojego szczęścia.


Wstaję rano i podziwiam budzący się do życia świat. Zachwycam się wschodzącym słońcem. Witam kolejny dzień i wpuszczam do pokoju pierwsze promienie tego wspaniałego poranka. Do niedawna wstawałam o późniejszej godzinie, ale już od ponad miesiąca przestawiam mój zegar biologiczny (na 5:25, choć on nadal walczy chociaż o dodatkowe piętnaście minut) i budzę się wcześniej. Przez jakiś czas to ja czekałam na słońce i witałam je z ogromnym uśmiechem na twarzy. Teraz już znowu ono zaczyna wstawać przede mną, a pierwsze, co czuję po wyłączeniu budzika to promyki, które wyciąga w moją stronę. I w takie dni naprawdę aż chce się wstawać. Nie robię tego, bo muszę. Wstaję, bo chcę pobiegać, poczytać książkę, na którą nie mam czasu w ciągu dnia, porozmyślać bez pośpiechu o swoim życiu, ugotować coś pysznego.

Jeszcze tutaj wrócę!

Moi cudowni!
Przez ostatni miesiąc nie działo się tutaj nic nowego. Nie pojawił się żaden nowy wpis, moja aktywność na Waszych blogach też spadła do zupełnego minimum, zostawiłam sobie dosłownie kilka, które są mi najbardziej bliskie... ale nie dlatego, że coś się stało po ostatnim wpisie. Absolutnie na blogu nie stało się zupełnie nic, co mogłoby odciągnąć mnie od pisania. Ale w moim życiu już tak.

https://pixabay.com

Studia naprawdę mnie wciągnęły. Chciałabym być dobrym lekarzem, zarówno pod kątem umiejętności i wiedzy, jak i podejścia do pacjenta, dlatego nastawiłam się w 100% na odbiór wiedzy z tej dziedziny... na czym ucierpiał blog. Nigdy nie był on dla mnie na pierwszym miejscu, choć nie mówiłam też, że nie jest dla mnie ważny. Bo jest. Chociaż w ostatnim czasie myślałam inaczej. Miałam trudniejszy okres, przeszło mi nawet przez myśl usunięcie bloga, bo ciężko mi jest sklecić nawet kilka zdań, nie mówiąc o dłuższym sensownym wpisie. Ale byłam pod wpływem emocji i postanowiłam podjąć tę decyzję kiedy ochłonę. Po kilku rozmowach z ważnymi dla mnie osobami i po upływie kilku dni cieszę się, że tego nie zrobiłam. Tak, z pewnością zacznę tęsknić za pisaniem, a kiedy znowu zacznę mieć trochę czasu wolnego w mojej głowie pojawi się mnóstwo pomysłów na teksty. I wtedy żałowałabym, że nie mam dokąd wracać. Dlatego zostaję, nawet nie będę pisać o zawieszeniu, bo nie do końca będzie to zawieszenie. Po prostu potrzebuję jeszcze trochę czasu.

Pod ostatnim wpisem pojawiło się kilka ważnych dla mnie komentarzy, które na pewno chciałabym wziąć pod uwagę tworząc bloga w przyszłości. Może zmieni się lekko jego kształt, może odrobinę zboczę z tematyki, ale planuję nadal dzielić się z Wami uśmiechem i szczęściem. I dziękuję Wam za to, że mi to szczęście dajecie! Szczególnie tym osobom, które rozmawiają ze mną także poza komentarzami i naprawdę potrafią poprawiać humor. Jesteście bezcenni!

Przepraszam Was, że na razie nadal będą tu pustki, ale dzieje się teraz tyle, że nie potrafię wrócić do pisania. Ale na pewno wrócę, a nawet po długości wpisu sądząc prawdopodobnie szybciej, niż sama się tego spodziewam. 

Tymczasem jedynie mogę Was zachęcić do czytania poprzednich tekstów, obserwacji strony na Facebooku, gdzie co jakiś czas pojawiają się cytaty i inspiracje i po prostu cieszenia się życiem. W końcu zaczęła się prawdziwa wiosna! 
Do następnego razu!

Wasza Magda

Moje wyciszenie, Jego głos


Witajcie moi cudowni!


Dzisiaj chciałabym poruszyć temat poważniejszy i mocniejszy. Temat, który nie spodoba się Wam wszystkim, ale nie musi. Wiem, że posty związane z wiarą nie zawsze są dobrze odbierane, ale tworząc tego bloga nie chciałam pisać o ubraniach, podróżach i filmach. To znaczy o tym – od czasu do czasu - także, ale przede wszystkim chciałam pokazywać, jak piękne i cudowne jest życie. A nie potrafię tego robić w pełni, unikając jednocześnie tematu o Nim. O Bogu, który to życie stworzył.



Jeśli po tym wstępie nadal jesteście skłonni czytać dalej, to zapraszam Was do niedługiej lektury i chwili refleksji.

Jak się nie odchudzać?

Jest już kolejny miesiąc nowego roku, z dnia na dzień czasu do wakacji jest coraz mniej, z tygodnia na tydzień ubywa osób (dobra, nie oszukujmy się, w przeważającej części kobiet), które na pierwszym miejscu na swojej liście celów do zrealizowania w tym roku miały: SCHUDNĄĆ. Jednocześnie coraz więcej kobiet dołącza do nowych wyzwań, próbuje przejść na dietę i z miesiąca na miesiąc zaczyna coraz to bardziej panikować. 

Co z „piękna do lata”?!


Niestety nie podam Wam dziś idealnej metody na to, jak można lekko, szybko, skutecznie i bez efektu jojo schudnąć do wymarzonego rozmiaru. Nie jestem w stanie, bo – jak na razie – nie poznałam takiej metody. Ale chciałabym dzisiaj podzielić się z Wami czymś zupełnie innym. Wiedzą o tym, jak nie należy się odchudzać.

źródło: https://pixabay.com

Nie przedłużając już, zapraszam do lektury!

Wcale nie będę kochać bardziej

Walentynki, dzień zakochanych, każdego roku ten sam dzień, te same utarte zwyczaje i takie samo bum na prezenty. Bo przecież trzeba pokazać, że się kocha. Bo głupio by było zapomnieć o czekoladkach i róży, koniecznie czerwonej. Bo nie wypada tego dnia nie uczynić wyjątkowym, żeby nie obraziła się, że znowu zapomniałeś.

A gdyby tak zupełnie odsunąć to na bok? Co się stanie, jeśli uczynilibyśmy walentynki dniem, jak każdy inny? Albo lepiej: pokazywali miłość każdego dnia tak bardzo, jak w dzień zakochanych?

„Prawdziwa miłość ma swoje święto codziennie. Nie tylko 14 lutego.”

Takie zdania pojawiają się od wielu lat, ale mimo wszystko wciąż w połowie lutego restauracje pracują na pełnych obrotach, kwiaciarnie sprzedają ogromne ilości kwiatów, a reklamy koncentrują się na pomysłach na prezenty właśnie na tę okazję. 

źródło: https://pixabay.com

Minus czy plus? To tylko Twój wybór.

Czym się różni minus od plusa? Jedną pionową kreską, której postawienie zajmuje nam niespełna ćwierć sekundy. A czym różni się smutek od radości? Złość od pozytywnego nastawienia? W tym wypadku wydaje się często, że granica jest niemożliwa do przekroczenia. No bo przecież są to zupełne przeciwieństwa! Co możemy zrobić, żeby zmienić swoje myślenie w tej kwestii?


Czasami w życiu nie wszystko układa się po naszej myśli. Tak, znam wiele osób, które po przeczytaniu tego zdania zapytają się: a co jej nie wychodzi? Przecież ma wszystko, jest szczęśliwa, to ja mam znacznie trudniejsze życie. Wiem, że zdarzają się choroby i prawdziwe tragedie, ale na takie sytuacje rzadko kiedy mamy wpływ. Nie kwestionuję tego, że niektórzy naprawdę mają gorzej, ale też bez przesady. I Ty i ja, każdy z nas ma swoje problemy, raz mniejsze, innym razem naprawdę ogromne. W wielu wypadkach te problemy są zdecydowanie wyolbrzymiane i naprawdę tylko od nas zależy, jak będziemy je postrzegać.

Mój smak zimy - gorąca czekolada z piankami

Na ten wyjątkowy dzień czekałam od wakacji. Już wtedy zaplanowałam dokładnie wszystkie czynności tego wieczora, wyobraziłam sobie okoliczności, towarzyszące mi uczucia i ten wspaniały smak… nie znałam tylko daty.

Wiedziałam, że TEN dzień nastąpi, bo gorąca czekolada z piankami chodziła za mną od ponad pół roku, ale bardzo chciałam, aby był wyjątkowy. Tak bardzo wyczekiwanego deseru nie mogłabym przyrządzić w zwykły letni czy jesienny dzień.


Postawiłam sobie kilka warunków.


Po pierwsze musi to być zimny, zimowy wieczór. Najlepiej taki, żeby wszystko w okolicy było pokryte śniegiem, a termometr był zbyt leniwy, aby wskoczyć powyżej kreski „-15”… Przy obecnej zmianie klimatu zaczęłam się jednak obawiać, że ten dzień nigdy nie nastąpi, dlatego wczorajszy wieczór okazał się zupełności wystarczający. Śnieg był, zimno było, ale zamarzać nie musiałam. 

Minimalizm w kobiecej torebce - czy to w ogóle jest możliwe?

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie mój M, który w piątek wieczorem zabrał się do przeglądania mojej torebki:
- Nie boisz się zabierać do poszukiwań w damskiej torebce?
- Ale wiesz… Ty w zasadzie nie masz takiej damskiej torebki.

Do lektury zachęcam nie tylko panie, ale także panów, którzy - być może od dawna - próbują walczyć z nieładem w torebce swojej kobiety.

źródło: pixabay.com

Ale wracając do piątkowego wieczora…

Filmy biograficzne - nie takie nudne?

Filmy biograficzne zazwyczaj kojarzyły mi się ze stratą czasu. I to wybitnie nudną stratą czasu. W dzieciństwie takich unikałam, w okresie gimnazjum i liceum wyśmiewałam, później zaczęłam podchodzić do nich z dużym dystansem. No dobrze, nie oszukujmy się, z dużym uprzedzeniem. No bo co ciekawego może być w oglądaniu filmu o jakimś człowieku, który żył w czasach, gdy „wszystko było lepsze” i nie było na świecie tyle przemocy, „złego Internetu” i chamstwa. Co może dać mi oglądanie filmu o kimś, o kim w zasadzie nie mam zielonego pojęcia i nigdy nie spotkam go w swoim życiu? A nawet jeśli bym spotkała, to zapewne i tak bym wzgardziła, bo zaczął mieszać się w sprawy, które zupełnie mnie nie interesują…

Jeszcze do niedawna widząc książki ze słowem „biografia” w tytule mój mózg włączał odruch obronny, a ziewaniem zniechęcał mnie nawet do wyciągnięcia ręki w kierunku półki. Podobnie było z filmami. Wszystko fajnie, kolorowy plakat, obsada nie najgorsza, temat ciekawy i nagle widzę „biograficzny”. O nie, po moim trupie.

źródło: pixabay.com