Mój smak zimy - gorąca czekolada z piankami

Na ten wyjątkowy dzień czekałam od wakacji. Już wtedy zaplanowałam dokładnie wszystkie czynności tego wieczora, wyobraziłam sobie okoliczności, towarzyszące mi uczucia i ten wspaniały smak… nie znałam tylko daty.

Wiedziałam, że TEN dzień nastąpi, bo gorąca czekolada z piankami chodziła za mną od ponad pół roku, ale bardzo chciałam, aby był wyjątkowy. Tak bardzo wyczekiwanego deseru nie mogłabym przyrządzić w zwykły letni czy jesienny dzień.


Postawiłam sobie kilka warunków.


Po pierwsze musi to być zimny, zimowy wieczór. Najlepiej taki, żeby wszystko w okolicy było pokryte śniegiem, a termometr był zbyt leniwy, aby wskoczyć powyżej kreski „-15”… Przy obecnej zmianie klimatu zaczęłam się jednak obawiać, że ten dzień nigdy nie nastąpi, dlatego wczorajszy wieczór okazał się zupełności wystarczający. Śnieg był, zimno było, ale zamarzać nie musiałam. 

Minimalizm w kobiecej torebce - czy to w ogóle jest możliwe?

Do napisania tego wpisu zainspirował mnie mój M, który w piątek wieczorem zabrał się do przeglądania mojej torebki:
- Nie boisz się zabierać do poszukiwań w damskiej torebce?
- Ale wiesz… Ty w zasadzie nie masz takiej damskiej torebki.

Do lektury zachęcam nie tylko panie, ale także panów, którzy - być może od dawna - próbują walczyć z nieładem w torebce swojej kobiety.

źródło: pixabay.com

Ale wracając do piątkowego wieczora…

Filmy biograficzne - nie takie nudne?

Filmy biograficzne zazwyczaj kojarzyły mi się ze stratą czasu. I to wybitnie nudną stratą czasu. W dzieciństwie takich unikałam, w okresie gimnazjum i liceum wyśmiewałam, później zaczęłam podchodzić do nich z dużym dystansem. No dobrze, nie oszukujmy się, z dużym uprzedzeniem. No bo co ciekawego może być w oglądaniu filmu o jakimś człowieku, który żył w czasach, gdy „wszystko było lepsze” i nie było na świecie tyle przemocy, „złego Internetu” i chamstwa. Co może dać mi oglądanie filmu o kimś, o kim w zasadzie nie mam zielonego pojęcia i nigdy nie spotkam go w swoim życiu? A nawet jeśli bym spotkała, to zapewne i tak bym wzgardziła, bo zaczął mieszać się w sprawy, które zupełnie mnie nie interesują…

Jeszcze do niedawna widząc książki ze słowem „biografia” w tytule mój mózg włączał odruch obronny, a ziewaniem zniechęcał mnie nawet do wyciągnięcia ręki w kierunku półki. Podobnie było z filmami. Wszystko fajnie, kolorowy plakat, obsada nie najgorsza, temat ciekawy i nagle widzę „biograficzny”. O nie, po moim trupie.

źródło: pixabay.com