Pamiętaj: możesz wszystko!

Witajcie moi cudowni!


Tak dawno mnie tu nie było, zarówno w nowych wpisach, jak i po prostu na blogu, że już prawie zapomniałam jak to się robiło… Jakie to uczucie do Was znowu pisać? Pierwsze dwa zdania były dziwne, teraz już znowu jest dobrze. Bardzo dobrze.

źródło: pixabay.com

Przez ten czas działo się bardzo wiele, ale jednocześnie tak naprawdę bardzo niewiele, jak na tyle tygodni. Zdecydowaną większość czasu zajmowały mi studia, w których raz układało się lepiej, raz gorzej. Niestety okres przedsesyjny i sama sesja to dla mnie zawsze długa droga pod górę. Musiałam zebrać wszystkie siły, dodatkowe wsparcie, zaopatrzyć się w cierpliwość i odrzucić wszystko, co utrudniało wspinaczkę, ale ostatecznie udało się dotrzeć na szczyt. I wiecie co… tu jest naprawdę pięknie!

Po co Wam to wszystko piszę?


Długi czas zastanawiałam się, o czym powinnam pisać po tak długiej nieobecności. W końcu postanowiłam, że po prostu siądę i zacznę stukać w klawiaturę, opowiem Wam o tym, co leży mi na sercu i będzie – mam nadzieję – dobrze. Bo od tego jest ten blog, żebym dzieliła się z Wami kawałeczkami mojego serca. Spokojnie, jest duże, szybko się nie skończy ☺️ .

Fotorelacja: Pieniny - majówka 2018

Czeeeść! ☺️


Dzisiaj witam Was z ogromnym uśmiechem na twarzy (nie żebym wchodziła na tego bloga smutna, po prostu dzisiaj uśmiecham się wyjątkowo dużo). Wszystko dlatego, że przeglądałam zdjęcia sprzed trzech tygodni. Kalendarz nie kłamie - maj zbliża się ku końcowi, a ja nadal nie wrzuciłam fotorelacji z majówkowego wyjazdu. I to nie byle jakiej fotorelacji, gdyż oczywiście chodzi o wyjazd w góry!




Wyjazdy w góry są w mojej rodzinie zawsze związane z dużą ilością chodzenia, choć w tym roku urozmaiciliśmy majówkę o jazdę na rowerze, bieganie i (s)pływanie. Dunajcem oczywiście. 

Początkowo na długi weekend zapowiadane były deszcze, ale - na szczęście - prognozy zupełnie się nie sprawdziły. Pogoda była cudowna, wręcz idealna. Słońce tak mocno grzało, że zupełnie zapomniałam o nie tak dawnych zimnych tygodniach. Poza tym góry to dla mnie okazja do obcowania z przyrodą, której człowiek jeszcze tak bardzo nie zniszczył, możliwość wyciszenia się na jakiś czas i rozmyślania. No i przede wszystkim wspaniałe widoki. 

Ale - aby już nie przedłużać, bo zdjęć i tak będzie sporo - zapraszam Was z całego serca na fotorelację!

Maj - odżywam


Witajcie kochani! 


Maj jest dla mnie – chyba już tak naprawdę na zawsze, co roku - miesiącem przełomowym. I wcale powodem nie jest zmiana jednej cyferki w rubryce „wiek”, a raczej to, jak cała przyroda, otoczenie i ludzie rozkwitają. W maju znacznie odżywam, czasami już od samego początku miesiąca, częściej dopiero po kilku dniach, choć zdarzały się takie lata, że zmianę zauważyłam dopiero pod koniec maja. Ostatecznie dosyć duża zmiana zawsze się pojawia i jest ona - moim zdaniem - jak najbardziej uzasadniona, choć nie wiem tak naprawdę, który z powodów jest w tym wypadku kluczowy. 


Może cała wyjątkowość maja polega na tym, że on zawsze rozpoczyna się majówką. Może to ta możliwość naładowania akumulatorów na kolejny miesiąc, częściej pojawiające się ciepłe dni (w tym roku szczególnie nie możemy narzekać na brak słońca) i więcej chwil na beztroski odpoczynek. A być może właśnie przeciwnie, maj okazuje się być miesiącem pełnym wyzwań, na uczelniach i w szkole przypomina o sobie mnóstwem nauki, kolokwiami i licznymi zaliczeniami, a w pracy pojawia się walka z lenistwem, gdy widzimy ten ciepły dzień za oknem, a sami musimy siedzieć w środku nad kolejnym projektem i coraz to nowszymi sprawami do załatwienia. Znacie to uczucie, prawda? I właśnie tym wyzwaniom musimy sprostać. 

Szczęśliwa


Witajcie!!!

Ludzie ostatnio patrzą na mnie jak na dziwaka, a ja jestem po prostu (dobra, to wcale nie jest takie "po prostu") nieziemsko szczęśliwa. Nie wiem tak naprawdę, co jest skutkiem, a co przyczyną. Te dwa doświadczenia pojawiły się w moim życiu niemalże równocześnie. Nie jestem w stanie powiedzieć Wam wprost, dlaczego ostatnio tak wszyscy się dziwią, gdy ze mną rozmawiają, choć zapewne część powodów znajdziecie w poniższym tekście. Dzisiaj jednak bardzo bym chciała pokazać Wam szczyptę mojego szczęścia.


Wstaję rano i podziwiam budzący się do życia świat. Zachwycam się wschodzącym słońcem. Witam kolejny dzień i wpuszczam do pokoju pierwsze promienie tego wspaniałego poranka. Do niedawna wstawałam o późniejszej godzinie, ale już od ponad miesiąca przestawiam mój zegar biologiczny (na 5:25, choć on nadal walczy chociaż o dodatkowe piętnaście minut) i budzę się wcześniej. Przez jakiś czas to ja czekałam na słońce i witałam je z ogromnym uśmiechem na twarzy. Teraz już znowu ono zaczyna wstawać przede mną, a pierwsze, co czuję po wyłączeniu budzika to promyki, które wyciąga w moją stronę. I w takie dni naprawdę aż chce się wstawać. Nie robię tego, bo muszę. Wstaję, bo chcę pobiegać, poczytać książkę, na którą nie mam czasu w ciągu dnia, porozmyślać bez pośpiechu o swoim życiu, ugotować coś pysznego.