Miłość, ukojenie, pragnienie śmierci - czyli co daje mi wiara?

Dzisiaj temat wybitnie kontrowersyjny, czyli wsadzamy kij w mrowisko. I to nie byle jaki kij, gdyż temat Boga wydaje mi się jednym z najbardziej subiektywnych i dyskusyjnych problemów. Nie lubię unikać trudnych i niewygodnych tematów. Liczę dziś także na Twoją odwagę.



Bardzo długo zbierałam się do stworzenia tego wpisu, ale nie dlatego, że ten temat może Was zniechęcić. Powód jest zupełnie inny: w moim słowniku nadal brakuje wielu słów, których chciałabym użyć do określenia Boga. Obawiam się jednak, że nigdy ich nie znajdę, gdyż takie określenia po prostu nie istnieją. A najlepsze z istniejących można znaleźć w Biblii.


Czy warto wierzyć?


Takie pytanie stawia przed sobą większość ludzi, głównie w młodym wieku. Chociaż na to chyba nigdy nie jest za późno. Pytanie „czy warto” od razu skłania nas do racjonalnego podejścia i sporządzenia bilansu zysków i strat. I teraz weźmy te wszystkie ograniczenia, narzucone normy i zachowania, przez które możemy być wytykani palcem i skonfrontujmy je z obietnicą nieba. Całe racjonalne podejście trafia szlag, a przynajmniej mój mózg zupełnie wymięka już w tym punkcie. Bo jak zestawić ze sobą takie argumenty?




Staram się nie patrzeć na Boga i wiarę przez pryzmat zysków i strat. Może kiedyś, na początku to był jeden z argumentów, ale w miarę dorastania i dojrzewania różnych poglądów zmieniło się także moje podejście do wiary. Nie potrafię żyć bez Boga. Dlaczego?

Co daje mi wiara?


Ta część wpisu będzie subiektywna, jednak mimo wszystko zachęcam do jej lektury. Tego tematu nie da się potraktować w stu procentach obiektywnie. Na początku chciałabym jednoznacznie określić swoje stanowisko. Jestem katoliczką i nie będę tego ukrywać. Wierzę w Boga w Trójcy Świętej, choć już to wydaje się nieracjonalne. Ale czy wiara w ogóle może być racjonalna?

Zacznę od tzw. ograniczeń i zaleceń, które wiele osób traktuje jako utrudnienia w codziennym życiu. Dla mnie jest zupełnie przeciwnie. Przykazania stanowią nie tylko drogowskazy jak żyć, ale okazują się być przywilejami i udogodnieniami w codziennym funkcjonowaniu. Wiele norm społecznych pokrywa się z normami religijnymi, ponadto wszystkie przykazania ostatecznie prowadzą do jednego. Do Miłości, tej przez duże M. Bóg kocha nas całym sobą, niezależnie od tego, czy my kochamy Jego; inaczej nie potrafi. 



Wiara daje mi ukojenie i radość. Znacznie łatwiej jest poradzić sobie z problemami, gdy można powierzyć swoje życie Szefowi i zaufać Mu. Wiem, że czasami bywa ciężko i chociaż nie zawsze rozumiem, co dzieje się wokół, to ufam. Być może bez wiary w Boga byłabym na tych samych studiach, na których jestem teraz, miałabym tyle samo pieniędzy, taką samą słabość do muzyki i fotografii, ale z pewnością nie byłabym tą samą osobą.

Nie zawsze tak było, ale mam nadzieję, że już zawsze tak będzie.


Wiara dojrzewa i zmienia się razem z nami, Bóg pozostaje taki sam, choć czasami zaczynamy postrzegać go zupełnie inaczej. Dla mnie jest teraz przede wszystkim prawdziwą, nieskończoną Miłością. Jest też Przyjacielem, ale nie takim, z którym pójdę do kina na nową komedię – choć w moim codziennym życiu Go nie brakuje, nie jestem w stanie oddzielić religii od np. studiów, wakacji czy nawet zakupów – lecz po prostu takim, który zawsze wysłucha i wspiera. Bóg jest kierowcą mojego życia, ale najcudowniejsze jest to, że z Nim wszystko wydaje się najlepsze, nawet gdy w życiu pojawiają się sytuacje beznadziejne. Nie mam pojęcia jak wygląda, kim dokładnie jest i ile tajemnic skrywa, ale nie jest mi to niezbędne do życia. Ważne, że Jest.

Dzięki moim rodzicom zaczęłam – jako mała dziewczynka – chodzić do kościoła, ale to dzięki wszystkim sytuacjom, których doświadczyłam w życiu moja wiara wygląda tak, jak wygląda. Pragnę, by nadal się rozwijała i dojrzewała, ale nie chcę, by kiedykolwiek się skończyła.   

Czy pragnę śmierci?


Na sam koniec pozostawiłam sobie bardzo ważne pytanie. Skoro po śmierci czeka na nas (wierzących) życie wieczne, to czy tej śmierci pragnę? Po ludzku patrząc nie, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Nie zamierzam jej przyspieszać ani o nią prosić. Ale wiem, że się nie boję. Dzięki wierze i nadziei w moim życiu jest znacznie mniej strachu, a o śmierci nie myślę jak o końcu. Wierzę, że będzie to dopiero początek. Czyli może jednak jej pragnę? Chyba ciężko to wytłumaczyć…



Wiem jedno: w chwilach, kiedy udaje mi się odsunąć wszystkie przyziemne problemy na bok i powierzyć swoje życie (także z tymi trudnymi sprawami) Jemu, kiedy czuję, że jestem blisko Niego, bardzo często moje oczy zaczynają się szklić i nabierać łez. Nigdy nie wiedziałam czemu. Kilka dni temu to zrozumiałam: czuję się zupełnie bezbronna, wiedząc, że tak naprawdę sama nie mogę zrobić nic wbrew Jego woli, a z drugiej strony czuję się bezpieczna i szczęśliwa, bo cokolwiek nie zrobię, On zawsze jest przy mnie. I to jest takie niewyobrażalne szczęście, że po prostu emocje wylewają się ze mnie, także oczami...  
„Wiem, że czasem będzie trudno tak iść
W zgodzie z Tobą Boże żyć każdego dnia
Jednak ufam Ci wyznaję to dziś
Jesteś Bogiem moim Ty
Pójdę więc tam
Gdzie poślesz mnie
Gotowym chcę dzisiaj być
Jestem tu użyj mnie
W mocy Twej chcę dziś żyć
Prowadź mnie kształtuj mnie
W mocy Twej chcę dziś żyć” 
Exodus15, „W mocy Twej”


W moim słowniku nadal brakuje wielu przymiotników, dlatego postanowiłam wyjaśnić wszystko prostym i przejrzystym językiem. Nie chcę tym wpisem zmuszać Cię do dzielenia moich poglądów, lecz po prostu przedstawić główne źródło mojego pozytywnego nastawienia, które jest nieodłącznym elementem tego bloga. Nie wstydzę się mojego Boga, choć chrześcijaństwo nie zawsze jest na topie.

Wytrwałym dziękuję za lekturę a odważnych zachęcam do dzielenia się swoimi opiniami na ten temat i przeżyciami związanymi z wiarą. Kto dokłada swój kij do mrowiska? ☺ Czekam na Wasze komentarze!

Magda

25 komentarzy:

  1. Piękne <3
    Dorzucam swój kij :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo inspirujące, co napisałaś. I oryginalne - nie ławto spotkać artykuły o tej tematyce w dzisiejszej blogosferze. Podziwiam i szanuję! Ja mam swoje stanowisko w tym temacie, ale za dużo by o nim pisać... Życzę cudownej niedzili, kochana! Trzymaj się cieplutko!

    ♥,
    MADEMOISELLE BLOG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami trzeba poruszyć temat trudniejszy, nawet tak subiektywny; dla mnie wiara jest na tyle ważna, że wręcz poszukuję takich artykułów w blogosferze.

      Życzę wspaniałego rozpoczęcia tygodnia! (i oczywiście równie cudownych kolejnych dni).
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Podziwiam osoby wierzące, bo możliwe, że dostrzegają coś, co mi umyka. Mimo, że wychowałam się w wierze katolickiej, to pozostaje ateistą. W życie po śmierci nie wierzę, ale to mnie motywuje, by teraz starać się być dobrym człowiekiem i przeżyć swoje życie jak najlepiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój komentarz i za to, że chociaż masz inne poglądy niż ja, to zabrałaś głos w tej sprawie.
      Życzę Ci szczęśliwego i wspaniałego dnia!

      Usuń
  4. "Nie zawsze tak było, ale mam nadzieję, że już zawsze tak będzie." Cudowne :) Z Bogiem jest tak, że nie ważne jak zaczynamy- ważne jak kończymy :)
    U Boga wszystko jest za darmo-a są to rzeczy bezcenne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno! Od Niego wszystko jest bezcenne :)
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  5. Pięknie to napisałaś.Sam jestem osobą wierzącą i nie raz to wszystko rozważałem. Sama wiara powinna być dla nas drogowskazem do ostatecznego celu jakim jest mam nadzieję niebo. Pozdrawiam cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoją wypowiedź! Ja również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. To bardzo odważne co napisałaś,zwłaszcza, że nie boisz się śmierci...Myślę, że mało kto może tak dzisiaj powiedzieć. Ważne, by nie wierzyć "płytko", by swoją wiarę pogłębiać...Bo w Polsce niestety większość mówi, że jest katolikami, a w praktyce znajomość Pisma św. kuleje...Oczywiście nie sugeruję, że tak jest u Ciebie. Dojrzałość w tym temacie po prostu jest ważna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nie wyobrażam sobie "chodzenia z Bogiem" i obawy przed śmiercią :) Można się bac umierania- ale nie po tego co jest potem- będąc cały czas "podłączonym" do Jezusa :)

      Usuń
    2. "Chodzenie z Bogiem" to jedno z moich ulubionych sformułowań, jakie znalazłam kiedyś w wypowiedziach katolików. Uwielbiam :)

      Usuń
  7. Ja byłam wychowywana w wierze katolickiej, chrzest, komunia, bierzmowanie, religia, nabożeństwa. Wszystko to przeszłam, jak każde dziecko jednak to co daje nam wolna wola, to wybór a każdy z nas stanie kiedyś przed tym pytaniem. Podziwiam wiernych, chodź sama jestem ateistką, ale są to dla mnie ludzie inspirujący. Bardzo też lubię filmy o tematyce kościelnej. Jednak dla mnie kościół kojarzy się głównie z gotykiem. Może kiedyś moje myślenie się zmieni, nie wiem, nie potrafię powiedzieć co będzie za ileś tam lat ale teraz jest tak jak jest a ja trzymam się swojego zdania. Piękny wpis, bardzo odważny i poruszający, jestem całym sercem z tobą. Odwagę trzeba mieć w sobie i powiedzieć głośno co się myśli. Nikt nie ma prawa nas krytykować za wiarę i poglądy, dopóki nikomu nie wyrządzamy krzywdy :)
    pozdrawiam cieplutko myszko :*
    ayuna-chan.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Człowiek ma wybór i nikt nie powinien go za wybór krytykować.
      Życzę Ci doświadczenia Miłości, bo to cudowne uczucie :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. Czytam Twój post i zdaję sobie sprawę, że chciałabym się nie bać. Tak naprawdę. Być pewną, że Ktoś lub Coś nade mną czuwa. Czasami zdaje mi się, że coś dostrzega, ale zaraz potem zdaję sobie sprawę z tego, że jest tak wiele sprzeczności. Że moja mentalność nigdy nie pozwoli mi na zaakceptowanie wszystkiego, co głosi Kościół i niektórzy katolicy, bo w moich oczach niektóre z "prawd" są złem. Mogą nienawiści, której nigdy, przenigdy nie zaakceptuję. Czytałam posty "katolików", którzy pochwalali (!) to, co się dzieje w Czeczenii w obozach koncentracyjnych. Słyszałam na własne uszy księdza, który mówił, że trzeba takich ludzi (tych, których teraz zamykają w Czeczenii w obozach, to było przed tą sprawą, ale mojej, wówczas trzynastoletniej, osobie zapadło to w pamięć) tępić. Jak mogę uwierzyć w Kogoś/Coś, kogo/czego słudzy, wysłannicy przemawiają językiem nienawiści? Boję się. Chcę być dobrym człowiekiem, pomagać innym, ale nie potrafię uwierzyć.

    https://lisi-skrawek-nieba.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lis, odwaga nie leży w kościele, ale w Bogu. Tam idź i tam czerp - ze Źródła, które ma dla Ciebie mnóstwo wspaniałych rzeczy. Idx, bierz i potem ucz innych jak sie nie bać :)

      Usuń
    2. Dziękuję Ci za odważny komentarz. Staram się nie oceniać i nie krytykować ludzi, ale wiem, że zdarzają się księża, którym można by było wiele zarzucić. Jest to przykre, ale oni są tylko ludźmi, czasami lepszymi, czasami niestety słabymi. Nie chcę ich usprawiedliwiać, po prostu ja nie opieram swojej wiary na księżach, a na Bogu, który absolutnie nie jest słaby. Księża są dla mnie tylko pośrednikami; wspierają, tłumaczą, warto znaleźć takich duchownych, którzy nie będą nas od Boga odsuwać, tylko naszą relację z Nim wzmacniać.
      Pozdrawiam Cię serdecznie!

      Usuń
  9. Odważny, ale przede wszystkim bardzo pokrzepiający i inspirujący post :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja jestem osobą niewierzącą. Nie jestem ateistą gdyż wyznaje reinkarnacje i kilka innych "możliwości". Szanuję katolików, mój najlepszy przyjaciel nim jest i uwielbiam z nim rozmawiać na takie tematy. Staram się zawsze zrozumieć tak jak ciebie w tym momencie. Tego jak ufasz, wierzysz i cieszysz się z tego. Nie da się mnie przekonać, a były takie przypadki ale szanuję innych wiarę oczekując tego samego.
    Mam nadzieje ze napisałem zrozumiale :)

    Pozdrawiam
    Zazuul.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze zastanawiałam się jak to jest wierzyć w reinkarnację :)

      Napisałeś bardzo zrozumiale :)
      Życzę Ci cudownego dnia!

      Usuń
  11. Podziwiam Cię :) Naprawdę :) Musisz być niezwykle silną osobą...

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeśli Jezus jest dla Ciebie autorytetem, to pamiętaj, że powiedział, "bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski", albo jakoś tak...
    poczuj, co to znaczy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za podsunięcie tematu do rozważania :)
      Myślę, że na tym tak naprawdę polega nasze (moje) życie, abyśmy w życiu podejmując decyzje kierowali się tym, co podoba się Bogu :)

      Cudownego dnia!

      Usuń
  13. Niesamowity wpis, ja również zastanawiam się czy nie napisać takiego ale teraz wiem, że powinnam i to zrobię. Dziękuję za umocnienie

    Pozdrawiam https://nigdynieprzestawajmy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Każdy z nich to dla mnie promyk szczęścia. A jak wiadomo... szczęścia nigdy zbyt wiele :)

Blogosfera to nie tylko pisanie, ale także czytanie blogów, dlatego jeśli skomentowałaś/eś mój wpis postaram się zajrzeć także do Ciebie. Nie musisz wstawiać linków w komentarzu :)