Organizacja pod lupą: 60:40

Dzień (bardzo) dobry po krótkiej przerwie! 


Witam Was wszystkich, którzy z niemałą cierpliwością czekaliście, aż na blogu pojawi się kolejny wpis. Witam także tych, którzy na bloga zajrzeli dziś po raz pierwszy, tym radośniej, że jest Was tutaj coraz więcej! Nigdy nie planowałam pisać dla statystyk, ale fakt, że liczba moich czytelników rośnie, naprawdę potrafi ucieszyć i zmotywować. Jak chyba każdego blogera.☺

W ostatnim czasie miałam mam zupełne urwanie głowy, ale nie mogłam się już doczekać powrotu do pisania. Co dzisiaj dla Was przygotowałam? Kolejny wpis na temat organizacji czasu.

źródło: pixabay.com

Komentarze do ostatniego posta w tym temacie bardzo mnie zaskoczyły.


Myślałam, że nauka/praca z metodą POMODORO jest znana, a okazuje się, że wiele osób o niej nie słyszało. Postanowiłam poszperać troszkę w sieci i poszukać innych popularnych, mniej lub bardziej skutecznych, polecanych i lubianych metod zarządzania czasem. Dlatego tym razem przedstawiam Wam technikę, która potocznie nazywana jest 60:40.

Przerwa

Dziś bardzo krótko. Organizacyjnie.
Zbyt wiele spraw nałożyło mi się na raz na uczelni, dlatego na tydzień muszę zrobić przerwę od pisania postów. Mam nadzieję, że tydzień wystarczy i że wkrótce wrócę do Was z kolejnymi pozytywnymi wpisami. :)

Trzymajcie za mnie kciuki!

PS. Zachęcam do lektury poprzednich wpisów, zwłaszcza artykułu o szczęściu, którego tworzenie dało mi mnóstwo satysfakcji. Jestem z niego dumna. A co! ☺

Strona na Facebooku będzie nadal aktywna, mam nadzieję, że spodobają się Wam wybrane przeze mnie cytaty ☺


Cudownego tygodnia!
Magda

Organizacja pod lupą: POMODORO

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym zająć się pewną techniką, stosowaną przeze mnie do nauki i innych prac, o której wielokrotnie mieliście okazję usłyszeć na moim blogu. Mam oczywiście na myśli POMODORO, które jest jedną z najpopularniejszych technik zarządzania swoim czasem. Jak poprawnie zastosować tę metodę? Jakie są jej wady i zalety? Czy nadaje się dla Ciebie? O tym wszystkim będziecie mogli przeczytać dzisiaj na blogu! 
Zapraszam!

Twój przepis na szczęście

Witajcie!

Jak wiele można powiedzieć w trzech zdaniach? Wydawać by się mogło, że bardzo wiele. Niejednokrotnie możemy zawrzeć w nich naprawdę dużą ilość emocji, opis sytuacji, sporą dawkę informacji. Ale czy na każdy temat da się łatwo wypowiedzieć w trzech zdaniach?

Jakiś czas temu postawiłam blogerom i blogerkom wyzwanie. 

Poprosiłam ich, aby napisali mi swój przepis, prosty sposób na szczęście. Wiecie, że lubię wyzwania, dlatego musiałam dać tutaj pewne ograniczenie. Ilościowe. Trzy zdania. Dokładnie trzy. Nie mniej, nie więcej. Masz tylko tyle, albo aż tyle, aby napisać o tym, jak odnaleźć szczęście w swoim życiu. Jeśli czujesz się na siłach, dołącz do tego wyzwania i napisz w komentarzu swój sposób na szczęście. Oczywiście limit zdań dotyczy także i Ciebie☺. Ostrzegam: niektórzy zgłaszali, że 3 zdania to zbyt mało, a ja uważam, że o szczęściu mogłabym pisać książkę i zapewne nadal nie wyczerpałabym tematów.

źródło: pixabay.com

Ale przejdźmy już do wypowiedzi:

Cudowna monotonia

Wracam do siebie każdego dnia tą samą drogą. 

Nawet jeśli byłam w innej części miasta, to ostatni kilometr pokonuję pieszo, codziennie wzdłuż tych samych sklepików i zapomnianych budynków. A może one nie są zapomniane, tylko po prostu ja za bardzo boję się im przyjrzeć. Regularnie robię zakupy w tym samym sklepie. Wiem już, który kasjer jest miły, kiedy ktoś ma gorszy dzień, o której godzinie jest największa kolejka. Staram się za każdym razem poza „do widzenia” życzyć im także miłego dnia. Czasami odpowiadają. Czasami.



Popijam kawę z ulubionego kubka.

Jeśli mam możliwość, to zawsze jest to ten sam kubek. Kupiłam go kilka miesięcy temu i od tamtego czasu nie ma dnia, żebym nie napełniła go gorącym napojem. Napis głosi: „Nie mów Bogu, że masz wielki problem. Powiedz swojemu problemowi, że masz wielkiego Boga”.  Nieważne, czy są to trudności na uczelni, złe samopoczucie, porządniejsze przeziębienie czy po prostu dzień, w którym nie mogę się zupełnie skupić, a tak wiele chciałam zrobić. Na wszystkie te drobne trudności rozwiązaniem jest kawa wypita z tego kubka. Na większe problemy dodatkowo potrzebuję czasu na rozmyślanie, skupienie, modlitwę, aby znaleźć wyjście z sytuacji. Rozwiązanie zawsze się pojawia.

Książki, które zmieniają moje życie #2

Cudownie, że tutaj jesteście!


Zaczynając dwa tygodnie temu serię związaną z najważniejszymi książkami mojego życia, miałam wiele planów. Jednym z nich było rozłożenie serii w czasie, aby nie znudzić Was tego typu wpisami, ale jednocześnie bardziej docenić autorów. Co rzadkie czyta się chętniej. Wszystko zmieniło się w weekend, kiedy dowiedziałam się o spotkaniu z pewną wspaniałą autorką...


Ale zacznijmy od początku.


Cud nowego życia

Czasami w życiu każdego z nas zdarzają się chwile, że zupełnie nie wiemy, o czym mamy pisać. Niezależnie od tego, czy tworzymy bloga, książkę, wiersze, opowiadania... bywają dni "bez weny" i tego się nie przeskoczy. Po prostu tak jest. Zdarzają się także chwile, w których wystarczy drobny impuls, mocniejsze emocje, a tekst pisze się sam. Wiesz, że musisz podzielić się tym, co masz w sobie. I tak jest u mnie tym razem.

pixabay.com

Zastanawiam się, jak to jest możliwe, że na tym blogu nie wspomniałam jeszcze nic o maluszkach. Osoby, które mnie lepiej znają, wiedzą doskonale o moim szaleństwie na punkcie dzieci. Mam do nich słabość, ba, ja mam bzika na punkcie dzieciaczków. Wybaczcie te liczne zdrobnienia, ale pisząc o dzieciach nie mogę pohamować wszystkich pozytywnych emocji, które we mnie siedzą. Zapewne te zdrobnienia będą pojawiać się do końca wpisu, więc jeśli już zaczęły Cię wkurzać, to dla swojego dobra PRZERWIJ LEKTURĘ! A jeśli nie... zapraszam dalej.☺