Z potrzeby piękna

Cześć! 


Wszyscy lubimy otaczać się rzeczami. Tak już mamy. Ale czasami tak bardzo zatracamy się w tym otaczaniu, że zapominamy o jakości rzeczy, które mamy wokół. Zapominamy też o jakości naszego życia. Coraz więcej osób zwraca uwagę na „slow life”. Modny stał się minimalizm. Duże znaczenie ma także otaczanie się pięknem. To ostatnie jest szczególnie bliskie kobietom, choć nie tylko one robią wiele z potrzeby piękna.


Z potrzeby piękna zaczęłam chodzić w spódnicach.

Może to dziwne, przecież spodnie potrafią być naprawdę piękne i wygodne. Ale coś mnie w spódnicach przekonało. Może to fakt, że te rozkloszowane tak ładnie potrafią falować przy powiewach wiatru. A może to dlatego, że przepięknie się układają. Sukienki nosiłam wiele razy, ale głównie na większe okazje, nie na co dzień. A spódnic raczej unikałam, aż poznałam pewien wspaniały projekt i dołączyłam do „spódnicowej grupy” założonej przez Klaudię Halz, autorkę projektu #365dniwspódnicy. Teraz nadal zdarza mi się nosić spodnie, ale w spódnicach i sukienkach czuję się zdecydowanie bardziej kobieco. I chcę przełamywać swoje własne bariery – stąd tak duża radość przy spełnieniu marzenia w jeździe na rowerze w spódnicy (zdjęcie możecie zobaczyć w tym wpisie).

Mierz wysoko

Witajcie kochani!


W ostatnim czasie w moim życiu następuje wiele zmian. Od maja zaczęłam ubierać się głównie w spódnice i sukienki, wakacje spędzam aktywnie i maksymalnie wykorzystując czas i okazje do wyjazdów,  w sierpniu byłam na wspaniałym koncercie.  W ostatnim tygodniu udało mi się osiągnąć coś, o czym jeszcze miesiąc temu nawet nie marzyłam. Ale o tym napiszę Wam nieco później.

Podnoszenie poprzeczki

Znam to w zasadzie od zawsze. Już w dzieciństwie starałam się stawiać sobie duże wymagania. Rodzice nauczyli mnie obowiązkowości i wspierali, gdy brałam udział w konkursach i walczyłam o wysokie oceny. Początkowo dzięki ich zaangażowaniu, później już głównie z powodu przyzwyczajeń dużo czasu poświęcałam na naukę, ale to właśnie w tej dziedzinie miałam najwyżej postawioną poprzeczkę. Jak się okazało – do czasu.


Nie mówię, że zawsze było kolorowo

Marzenia to jedno, ale wysoko postawiona poprzeczka to już coś zupełnie innego. Nierzadko umieszczałam ją zbyt wysoko, przez co nawet drobne niepowodzenia doprowadzały mnie do smutku i wybuchów złości. Później pojawił się perfekcjonizm, który hamował mnie przed konkretnymi działaniami. Musiało być idealnie albo wcale. Zaczęłam z tym walczyć dopiero kilka lat temu, choć ten proces nadal trwa i bywają dni, kiedy przegrywam.

Bo co ładnego może być w Radomiu? Fotorelacja: Radom, Iłża

Witajcie!


Wiem, że wiele osób zaczyna dziś nowy rok szkolny. Przyszedł też wrzesień, ale nie mam zamiaru poddawać się jesiennej chandrze, zacząć pisać o złej pogodzie i - póki co - nadal nie będę pisać o powrocie do szkoły. Ja wciąż na przekór, może dlatego, że na studiach nauka rozpoczyna się później, może to kwestia mojego charakteru, chciałabym pozostać przy wakacyjnych klimatach. 
 
W poprzedni poniedziałek na blogu pojawiła się fotorelacja z moich wakacji na Krecie. Zdjęcia zgarnęły od Was mnóstwo pozytywnych komentarzy, za co ogromnie Wam dziękuję! Jeśli jeszcze nie widzieliście tamtego wpisu - koniecznie zajrzyjcie!☺️Dziś jednak chciałabym pokazać Wam miejsce znacznie bliższe, bo nasze polskie. Jak już mogliście zobaczyć w tytule, mam oczywiście na myśli Radom i Iłżę. 


W Radomiu byłam naprawdę wiele razy, choć tylko jeden raz pamiętam wyjazd faktycznie DO RADOMIA. Pozostałe były de facto przejazdami: do Warszawy, z Warszawy do domu, nad morze, wszędzie, byle nie faktycznie do Radomia. Jak zatem łatwo się domyślić - miasto było mi zupełnie obce. Tym razem celem mojej podróży była Iłża, nie sam Radom, ale wraz z moimi wspaniałymi koleżankami postanowiłam spędzić kilka godzin w tym mieście. 

Przed samym wyjazdem usłyszałam pytanie, które jeszcze bardziej zmotywowało mnie do działania. "Ale co ładnego może być w Radomiu?" Uznałam to za drobne wyzwanie. Postanowiłam pojechać, poszukać, a dzisiaj Wam to pokazać! A jeśli podróż zakończyłaby się niepowodzeniem... cóż, w dobrym towarzystwie na pewno bym się nie nudziła.