Mierz wysoko

Witajcie kochani!


W ostatnim czasie w moim życiu następuje wiele zmian. Od maja zaczęłam ubierać się głównie w spódnice i sukienki, wakacje spędzam aktywnie i maksymalnie wykorzystując czas i okazje do wyjazdów,  w sierpniu byłam na wspaniałym koncercie.  W ostatnim tygodniu udało mi się osiągnąć coś, o czym jeszcze miesiąc temu nawet nie marzyłam. Ale o tym napiszę Wam nieco później.

Podnoszenie poprzeczki

Znam to w zasadzie od zawsze. Już w dzieciństwie starałam się stawiać sobie duże wymagania. Rodzice nauczyli mnie obowiązkowości i wspierali, gdy brałam udział w konkursach i walczyłam o wysokie oceny. Początkowo dzięki ich zaangażowaniu, później już głównie z powodu przyzwyczajeń dużo czasu poświęcałam na naukę, ale to właśnie w tej dziedzinie miałam najwyżej postawioną poprzeczkę. Jak się okazało – do czasu.


Nie mówię, że zawsze było kolorowo

Marzenia to jedno, ale wysoko postawiona poprzeczka to już coś zupełnie innego. Nierzadko umieszczałam ją zbyt wysoko, przez co nawet drobne niepowodzenia doprowadzały mnie do smutku i wybuchów złości. Później pojawił się perfekcjonizm, który hamował mnie przed konkretnymi działaniami. Musiało być idealnie albo wcale. Zaczęłam z tym walczyć dopiero kilka lat temu, choć ten proces nadal trwa i bywają dni, kiedy przegrywam.

Wysoko postawiona poprzeczka nauczyła mnie krytycznego patrzenia na siebie. Niektórzy nawet by powiedzieli, że zbyt krytycznego, choć ja sama obiektywnie nie jestem w stanie tego stwierdzić. Z drugiej strony od czasu do czasu próbowałam rzeczy, na które bez wysoko postawionych celów z pewnością bym się nie zdecydowała. Zaryzykowałam z wyborem profilu do liceum i idąc na studia postawiłam wszystko na jedną kartę. Zupełnie tego nie żałuję, choć nie wiem co bym powiedziała, gdyby życie potoczyło się inaczej.

Wysoko, ale rozsądnie

Przełomowym krokiem w dalszym dążeniu „do góry” było wsłuchanie się w potrzeby mojego organizmu. Długi czas ignorowałam oznaki przeziębienia, zmęczenia, wołanie o ruch. W tym roku szczególnie zaczęłam doceniać te sygnały i – w miarę możliwości – reagować na nie. I tak zaczęła się moja walka o siebie samą. Moja walka o przyjemne i produktywne spędzanie czasu , dbanie o uprawianie aktywności fizycznej i kontakt z bliskimi mi osobami – to wszystko z jednej strony spowodowało zaniedbanie bloga, a z drugiej zdecydowanie poprawiło komfort mojego życia i moje samopoczucie. Nadal miewam gorsze dni, ale jest ich zdecydowanie mniej niż kilka lat temu. Dzięki dobremu zdrowiu i zdanym egzaminom wakacje mogłam poświęcić na wyjazdy i odpoczynek. Ale to nie wszystko.



Osiągnęłam coś, czego zupełnie się nie spodziewałam

Z mojej ostatniej wyprawy fotorelacji prawdopodobnie nie będzie, ale nie mogłabym o niej nie wspomnieć ani słowem. Bo wyprawa była dla mnie naprawdę wyjątkowa; z wielu powodów. Po pierwsze pojechałam z grupą, której zupełnie nie znałam. Postanowiłam rzucić się na głęboką wodę i – mimo swojej nieśmiałości – poznać nowych ludzi. No dobrze, nie było to takie zupełnie niebezpieczne, bo pojechałam w Tatry z duszpasterstwem akademickim. Nie wiedziałam, czego mnie ten wyjazd nauczy, ale wiedziałam, że chcę tam być. Teraz całkowicie świadomie mogę napisać: NIE ŻAŁUJĘ.

Poznałam wiele wspaniałych osób i przeprowadziłam na szlakach mnóstwo inspirujących rozmów. To był tylko tydzień, a już wiem, że nauczył mnie bardzo wiele. Dziękuję tym fantastycznym osobom za lekcje wiary, miłości i dobroci. Dziękuję za ich czas. Dziękuję Bogu za nich i za wszystkie doświadczenia z tego wyjazdu.

Tatry to jednak góry

A góry są wysokie. Przynajmniej niektóre. I to właśnie ta sprawa, o której wspominałam na początku wpisu. Stanęłam na szczycie Rysów. Wdrapałam się na sam wierzchołek Polski, choć przed wyjazdem wcale tego nie planowałam. I chciałabym powiedzieć Wam – jeszcze raz – spełniajcie swoje marzenia.

Rysy zawsze wydawały mi się być poza zasięgiem. Nigdy nie myślałam, że uda mi się wspiąć na tak wysoki szczyt. Jestem ambitna, czasami zbyt ambitna, ale niektóre pomysły z mojej głowy odsuwam od siebie i chowam za grubą zasłonę, aby nie powracały do mnie zbyt często. Tak też było z Rysami. Kilka lat temu zakodowałam sobie, że na pewno nigdy nie będę miała możliwości wejścia na dwa i pół tysiąca metrów i to właśnie takie pojęcie o Rysach (i swoich możliwościach) zakorzeniło się w mojej głowie.

Czasami potrzebni są ludzie

Ludzie, którzy przypomną Nam, że jesteśmy stworzeni do rzeczy większych. Ludzie, którzy uświadomią Nam, że czasami każdy się myli. Ludzie, którzy otworzą nam oczy i przypomną, że warto mierzyć wysoko. I będą podczas wspinaczki. Chciałabym podziękować tym, którzy przypomnieli mi, że nie wszystko musi mi iść perfekcyjnie, ale mimo to powinnam próbować. Dziękuję za osoby, które powiedziały mi, że dam radę. I za wszystkich, którzy myśleli o moim bezpieczeństwie gdy wspinałam się na tę górę i z niej schodziłam.




Dziś piszę do Was bogatsza o nowe doświadczenia

Minęło kilka dni, ale ja na samo wspomnienie nadal czuję w brzuchu to niezbyt przyjemne uczucie, które towarzyszyło mi podczas wchodzenia pod górę. Czuję też dumę i radość z tego, że się nie poddałam. Planuję wrócić na Rysy co najmniej raz jeszcze – licząc tym razem na lepsze widoki, ale w pamięci zawsze będę miała tamten pierwszy raz. Podniosłam oczy wysoko ku górze, spojrzałam na nią z szacunkiem i strachem. Pomodliłam się. Wymierzyłam tak wysoko, jak mogłam w tamtej chwili. Wsłuchałam się w swój organizm i ruszyłam.

I Wam życzę tego samego

Nie życzę wszystkim zdobywania Rysów, ale mierzenia wysoko i osiągania wyznaczonych celów. Życzę Wam spotkania na swojej drodze wspaniałych ludzi, którzy będą Was wspierać w trudnych chwilach. Życzę Wam spełnienia marzeń.


Magda

26 komentarzy:

  1. Fantastyczny post, który naładował mnie pozytywną energią i wiarą. No i ja miałam takie myśli o Rysach. Wiesz, że uwielbiam chodzić po górach, a teraz dzięki Tobie wiem, że i ja zdobędę ten szczyt, bo czemu nie. :) Jesteś cudowna, to jak motywujesz i napełniasz baterie życiowe jest bezcenne. Cieszę się, że inwestujesz w siebie, że tyle piękna Cię spotyka, że pokonujesz słabości. Jak Ty pięknie się uśmiechasz, a w oczach radość. Gratuluję Ci całym sercem. Ty kochana osiągniesz więcej, niż myślisz. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Agnieszko! ❤
      Wiem, że lubisz podróżować i kochasz góry i wierzę, że i Tobie się uda zdobyć Rysy. Będę mocno trzymać kciuki i czekać, aż napiszesz o tym u siebie. I będę mogła pogratulować Ci kolejnej wspaniałej wyprawy i sukcesu. :)

      Dziękuję Ci za te dobre słowa i życzę wspaniałego dnia! ❤

      Usuń
  2. No i znowu nie załapałem się na pierwszy komentarz! To skandal!! Ale dowiedziałem się o wpisie jadąc autobusem z pracy, nim dognałem do domu, najadłem się i pomarudziłem ktoś zdążył mnie ubiec... Cieszę się Magda Twoim szczęściem, bo Twój uśmiech i mnie ogrzewa w te ciężkie dni jakie przeżywam... Wylewaj z siebie literek jak najwięcej, bo chcę się upajać Twoim uśmiechem. I czekam na kolejne fotki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie pierwszy, ale za to ile tych komentarzy wrzuciłeś :)
      Następnym razem polecam się zanim zaczniesz wchodzić w fazę "marudzenie" :)

      Usuń
  3. A co mi tam, zagarnę więcej miejsca w komentarzach dla siebie i napiszę drugi! :-) Wiesz Magda, szczęściem jest trafiać właściwych, dobrych i wartościowych ludzi na życiowych ścieżkach. Fajnie że Ci się to udaje. U mnie bywa z tym kiepsko, ale ogólnie jestem życiowym pechowcem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Ja też miewam dni, że czuję się bardzo samotna. Ale czasami takie chwile też są potrzebne. Wtedy lepiej doceniamy ludzi, którzy pojawiają się obok. I potrafimy z nimi dobrze żyć :)

      I nie jesteś życiowym pechowcem. Ktoś taki nie istnieje. To tylko wytwór Twojej wyobraźni.

      Usuń
  4. Walnę i trzeci komentarz :-) by przesłać Ci uśmiechy z serducha i pozdrowić serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Ciebie również pozdrawiam :)
      Życzę wiele wiele uśmiechów! ❤

      Usuń
  5. W przyszłym tygodniu czeka mnie podobna wyprawa, a ja bardzo polubiłam się w ten sposób przełamywać. Radość bije po oczach! Pozdrawiam i życzę dużo odwagi do kolejnych podobnych przedsięwzięć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i również pozdrawiam serdecznie! :)
      Powodzenia w wyprawie :)

      Usuń
  6. O kurcze, to teraz już wiem co miałaś na myśli pisząc, że ja niżej miałam lepsze widoki :/ No ale liczy się sam fakt zdobycia szczytu! Gratuluje Ci ogromnie! <3 A powiedz, jak Ci się szło? Ciężko, czy całkiem w porządku? :D Pytam z ciekawości, bo mi na pewno byłoby mega ciężko... Dla mnie Rysy są całkowicie poza zasięgiem, nawet nie myślałam o wchodzeniu na nie :)
    Co do reszty wpisu, to super, że tak Ci się dobrze wszystko układa, że starasz się chwytać każdą chwilę i dobrze ją wykorzystywać i dbać o siebie :) Ja też czasem mam problem tej wysoko postawionej poprzeczki, że ma być idealnie albo wcale :/ A krytycyzm do siebie? Oj kochana, u mnie jest ogromny.. Też muszę się trochę chyba ogarnąć pod tym względem ;o
    Ah no i jeszcze spotykanie na swojej drodze odpowiednich ludzi, chyba tego mi najbardziej brakuje.. na razie jestem prawie samotnym włóczykijem, może kiedyś się to zmieni. Ty wykazałaś się ogromną odwagą jadąc w góry z w sumie obcymi ludźmi, ale najważniejsze, że fajnie Ci się z nimi przebywało i dali Ci siłę i wsparcie we wchodzeniu na szczyty :) Oby więcej takich osób na Twojej drodze się pojawiało. Pozdrawiam ciepło! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, mimo braku widoków jestem szczęśliwa ze zdobycia szczytu. Jak szło? Przyznam, że trochę z wrażenia i ze zmęczenia, trochę jednak z wysokości, źle się czułam wchodząc na Rysy. Przez pierwszą połowę. Druga była znacznie lepsza, choć nadal trudna. Ale myślałam, że będzie gorzej :)

      Dziękuję Ci za te wspaniałe słowa. Trzymam kciuki za Ciebie, żeby udało Ci się poznać fantastycznych ludzi. I za to, aby towarzyszyli Ci w Twoim życiu! :)

      Cudownego dnia!

      Usuń
    2. Aż sprawdziłam sobie wysokość jaką mają Rysy i wow... to ogromny wyczyn! 2499 m n.p.m. Super, że dałaś radę. Jeszcze raz ogromne gratulacje! <3
      I jeszcze raz dziękuję <3 Buziaki!

      Usuń
    3. Dziękuję! :)
      Wiem, że są znacznie wyższe góry, ale dla mnie to duży sukces. Może będzie początkiem do czegoś więcej... zobaczymy. :)

      Usuń
  7. Góry są cudowne. Jestem zdania, że to one uczą pokory no i właśnie tam jest świetna okazja do podjęcia różnych refleksji..

    OdpowiedzUsuń
  8. uwielbiam górskie klimaty! :) cudowne zdjęcia! i pięknie napisane :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję za dawkę motywacji i pozytywnego myślenia <3

    http://kinga-wajman.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Mierzenie wysoko jest konieczne do tego aby się rozwijać i abyśmy chcieli od życia więcej i więcej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję! Wspinaczka po górach jest jak życie, powoli powoli ale w końcu dojdzie się do celu. Można iść prostą łatwą drogą a można też wybrać trudną ale ekscytującą. Najważniejsze jest to że wybór mamy zawsze. Twoje słowa, jak zawsze, dają wiele ciepła i pozytywnej energii. Jesteś cudowna i kocham twoje wpisy :)
    Pozdrawiam cieplutko myszko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te cudowne słowa! ❤

      Wybór mamy zawsze. Z tym się zgadzam. Każdego dnia na nowo otwieramy oczy i na nowo możemy działać w naszym życiu. Czasami wybór jest prosty, innym razem ewentualne decyzje i zmiany naprawdę mogą mieć duże znaczenie i wydawać się "wyborem mniejszego zła". Na szczęście w końcu docieramy do celu i możemy być z siebie dumni.

      Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

      Usuń
  12. Nie wiem czy kiedykolwiek wybiorę się w Tatry, chodzę raczej po niskich górach, ale jeśli jest się dobrze przygotowanym naprawdę warto skorzystać z każdej okazji i cieszę się, że Tobie to doświadczenie się udało.

    Natomiast jest chodzi o mierzenie wysoko, z jednej strony jak najbardziej jest to pozytywne, natomiast w zestawieniu z dzieciństwem i dojrzewaniem kojarzy mi się to z faktem, że to mierzenie wysoko odbywa się najczęściej do cudzych celów. No i niestety od czasu obserwowania w czasie studiów pewnych terapii wiem już, że perfekcjonizm łączy się z zaburzeniami takimi jak anoreksja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Tatrach jest wiele prostych, niskich szlaków. Polecam je przede wszystkim ze względu na widoki. Wysokie góry robią - przynajmniej na mnie - znacznie większe wrażenie.

      Perfekcjonizm jest zły. A przynajmniej ja staram się z nim walczyć, choć różnie się to udaje. Ale tylko dzięki mierzeniu wysoko jestem tu, gdzie jestem. I może początkowo zaczynało się to od ambicji całej rodziny, ale w gruncie rzeczy to ja wybrałam podążanie tą ścieżką i sama wyznaczałam sobie kolejne cele.

      Pozdrawia Cię serdecznie!

      Usuń
    2. Jeśli zinternalizowaliśmy cudze cele i zdaje się nam, że są naszymi, to nie jest tak źle. Ja znam parę osób, które w wieku lat 40-tu odkrywają, że żyli do tej pory cudzym życiem i nie podoba im się to, co dotychczas robili ... wtedy zaczyna być kiepsko.

      Jeśli chodzi o góry to jest kwestia tego jak bardzo szczyty górują nad okolicą - brzmi to spostrzeżenie trywialnie, ale w Irlandii weszłam na górkę, która miała 600 m wysokości, a widoki były porównywalne z widokami ze Śnieżki. Wielu osobom chodzi o to, żeby pochwalić się na ile metrów weszło, jak wysoko i to jest chyba powód dla którego Rysy są obecnie zadeptywane. Nie wiem, czy kiedykolwiek zdecyduję się tam wejść, pewnie trzeba byłoby zacząć wspinaczkę bardzo wcześnie rano, żeby uniknąć tłoku i sapania innych "wspinaczy" na plecach :)

      Usuń
  13. Perfecjonizm znam aż za dobrze.. Najgorsze w nim przynajmniej u mnie jest to, że albo robię coś na 100% albo wcale. Kiedyś miałam dużo większy problem z perfekcjonizmem, teraz staram się z tym walczyć i „nie przesadzić”.
    Tatry wyglądają cudownie ❤️, wybieram się tam w październiku.

    OdpowiedzUsuń
  14. Zdecydowanie zgadzam się z tym co piszesz! Trzeba mierzyć wysoko, bo wtedy ma się motywację do działania oraz osiągania ambitnych celów. Bez tego w moim przypadku wielu planów nie udałoby się ich osiągnąć, bo wierzyłbym w ich porażkę. Fajnie, że Tobie w tym roku udało się spełnić tak wiele marzeń. Bardzo motywujący tekst. =]

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za wszystkie komentarze. Każdy z nich to dla mnie promyk szczęścia. A jak wiadomo... szczęścia nigdy zbyt wiele :)

Blogosfera to nie tylko pisanie, ale także czytanie blogów, dlatego jeśli skomentowałaś/eś mój wpis postaram się zajrzeć także do Ciebie. Nie musisz wstawiać linków w komentarzu :)